Teniatyska to dawniej była duża wieś, 280 numerów, dwie szkoły podstawowe, cerkiew. Wiadomo, siedziba gminy – wspomina Michał Proć, rocznik dwudziesty, jeden z nielicznych, żyjących mieszkańców tej wsi Przy krajowej “siedemnastce”, pomiędzy Lubyczą Królewską a Hrebennem ustawiony jest kierunkowskaz informujący, że stąd do Teniatysk jest ledwie 2 kilometry. Wieś rozpościera się na prawo od tej dojazdowej drogi i ciągnie się równolegle do dawnego “Królewskiego traktu”. Przed wojną, w Teniatyskach żyło ponad tysiąc osób – wspomina 82-letni Michał Proć. W większości byli to ludzie biedni, a że, jak to się mówi, w biedocie rodzą się dzieci, to i we wsi przybywało ludzi. Byli też i bogacze, jak mający 50 morgów, 3 pary koni, 12 krów i buhaja, Daniel Olewicz. Pomocny jednak on był. Na przednówku każdy u niego znalazł wsparcie, które w żniwa sierpem odpłacił na jego polu. Żyło się po Bożemu i na swój sposób radośnie. Tę wieś spokojną, pracowitą i radosną, boleśnie doświadczył los w okresie II wojny światowej. Po kampanii wrześniowej, Teniatyska znalazły się w radzieckiej strefie okupacyjnej, blisko granicy z Niemcami. Już w październiku 1939 roku sprowadzone tutaj jednostki Armii Czerwonej, złożone w większości z Gruzinów, zaczęły budować umocnienia i zapory graniczne. Wtedy powstały fortyfikacje, stanowiące jedynie przeszkodę dla ewentualnego ataku. Prawdziwe obiekty obronne wchodzące w skład tzw. “Linii Mołotowa” zaczęto pospiesznie wznosić w czerwcu 1940 roku. - Do pracy przy umocnieniach Ruskie zagonili wszystkich dorosłych – mówi Proć.- Mój tato swoimi końmi i furmanką dowoził bale na wzmacnianie rowów przeciwczołgowych. Przy ich kopaniu pracowałem ja i moja siostra. Wszyscy ze wsi. Na polach dębowskich (okolice Dębów) i teniatyńskich oraz dalej w okolicy Mostów Małych, pojawiły się szczelne ogrodzenia ze ściśle pilnowanymi bramami, gdzie pracowali Rosjanie z batalionów robotniczych. Tam wznoszono betonowe bunkry. To były olbrzymie budowle i mimo pośpiechu, w czerwcu 1941 roku tylko przy bunkrach, na polach dębowskich, zdjęto ogrodzenia. Pamiętam sobotę 21 czerwca 1941 roku. Po pracy zebrał nas nasz kierownik i powiedział, że jutro chociaż będzie niedziela, będziemy pracować. Do cerkwi nie pójdziemy, bo on zabrał księdzu klucze, a po pracy niedzielnej będziemy oglądali, w nagrodę, film. Ludzie trochę ponarzekali i na tym się skończyło. Trzeba było wykonywać polecenia okupanta. Do niedzielnej pracy jednak nie doszło. O godzinie 3.00, 22 czerwca 1941 r. Niemcy rozpoczęli atak na ZSRR. Ale w Teniatyskach nikt o tym nie wiedział. - Rano, przed 6.00 wyszedłem z krowami na łąkę, by choć trochę pojadły przed moją pracą. O 6.00 z wiejskiego “kołchoźnika” nadano wiadomości, a w nich ani słowa o ataku. Po wiadomościach była tradycyjna gimnastyka poranna. Przysiad, powstań, skłon w lewo, skłon w prawo – dobiegało z głośnika. Drogą szła kolumna żołnierzy z batalionu budowlanego. Minąłem ich, kiedy usłyszałem od kilku żołnierzy NKWD okrzyki “Giermaniec idzie”. Gdy obejrzałem się, dostrzegłem idących gęsiego, wprost na batalion robotniczy, żołnierzy niemieckich. Wbiegłem do domu. Krzyknąłem: Niemcy. Ojciec puknął się w czoło i wtedy rozległy się strzały. Każdy z mieszkańców Teniatysk łapał to, co najbardziej potrzebne i uciekał. My z rodziną uciekliśmy najpierw w kierunku Rudy Żurawieckiej, a później do Jarczowa. Na Teniatyska posypał się grad pocisków. Jedne po drugim zaczęły płonąć zabudowania. To dziw, że w tym ogniu, gradzie i wybuchach pocisków zginęło tylko 12 mieszkańców Teniatysk. Reszta uciekła. Przez blisko dwa tygodnie walk, które tutaj toczono, wieś była niczym tarcza strzelecka. Budynki płonęły, a nikt ich nie gasił. Gdy wróciliśmy do Teniatysk, zobaczyliśmy rozstrzelaną wieś. Kiedyś zakazano nam o tym mówić, a teraz to kto ma mówić, skoro zostałem tylko ja i dziewięcioro potomków rodziny Prociewiczów – mówi Michał Proć. Po czerwcowej pożodze mieszkańcy odbudowali swoją wieś. Materiał brali z płotów okalających bunkry i z betoniarni zlokalizowanej niedaleko dawnych zabudowań Michalaków. Później nastały czasy okupacji niemieckiej, a po wyzwoleniu bratobójczych walk oraz przesiedleń. W czerwcu 1946 roku połowę mieszkańców wsi wywieziono w tarnopolski obwód, rejon Podwołoczyska, a resztę, rok później, w rejon województwa olsztyńskiego i gdańskiego. Obecne Teniatyska liczące około 90 mieszkańców powstały w latach pięćdziesiątych wraz z tworzonym tutaj Państwowym Gospodarstwem Rolnym. Po dawnych zostały przydrożne figury, cmentarze zagubione w lesie i ruiny cerkwi grekokatolickiej pw. św. Dymitra. Decyzję o budowie umocnień stałych, tzw. “Linii Mołotowa” na zachodniej granicy ZSRR podjął ludowy komisarz obrony, Siemion Timoszenko, 26 czerwca 1940 roku. Wcześniej projekt techniczny linii fortyfikacji wykonał generał – lejtnant Dymitrij Michajłowicz-Karbyszew, który wcześniej projektował tzw. “Linię Stalina”. W ciągu dwu sezonów budowlanych, w ogromnym pośpiechu i z zaangażowaniem dużych środków, wykonano ponad 2 tys. obiektów obronnych, w tym dużą ilość potężnych bunkrów. Do czasu ataku w większości nie udało ich się w pełni wyposażyć i uzbroić, niemniej w niektórych rejonach podjęto walkę obronną na fragmentach “Linii Mołotowa”. Teniatyska znalazły się w Rawsko – Ruskim Rejonie umocnień, w pasie działania 6 Armii gen. lej. J. N. Muzyczenki. Wieś znalazła się między grupą bunkrów w miarę ukończonych i uzbrojonych w rejonie Dębów i grupą bunkrów ciągnących się od Teniatysk po Mosty Małe. Umocnienienia te miały uniemożliwić atak przez Rawę Ruską dalej na Żółkiew i Lwów. Nie odegrały jednak większej roli. Niemcy obeszli je. Zresztą akurat nie znajdowały się na osi natarcia Południowej Grupy Uderzeniowej, ani na jej pomocniczym kierunku. Doszło jednak do walk w tym rejonie, a w opracowaniach historycznych znaleźć można opisy walki bunkra “Komsomolec”. O nich wspomina Michał Proć. Znaleźć też można ich opisy w niedawno wydanej we Lwowie książce pt. “Wieś nad Sołokiją”.